W interesie czytelników? Słów kilka o projekcie ustawy o jednolitej cenie książki

Polska Izba Książki kilka lat temu przygotowała projekt ustawy o jednolitej cenie książki. Wszystkie materiały dotyczące tego projektu można znaleźć na stronach PIK.

2 marca odbyło się spotkanie w siedzibie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński, wiceministrowie prof. Magdalena Gawin i Paweł Lewandowski oraz dyrektor Departamentu Mecenatu Państwa MKiDN Maciej Dydo rozmawiali z przedstawicielami środowisk pisarzy, księgarzy, wydawców, bibliotekarzy oraz izby handlu elektronicznego. Krótka notatka ze spotkania dostępna jest na stronach MKiDN.

Minister Piotr Gliński zaznaczył na Twitterze, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie zadecydowało o wprowadzeniu jednolitej ceny książki, a także podkreślił, że trwają konsultacje dotyczącego tego tematu. Nie udało mi się niestety dowiedzieć na jaki adres można przesyłać swoje uwagi oraz jaki jest termin zbierania opinii (ale cierpliwie czekam na odpowiedź na mojego maila).

Projekt ustawy o jednolitej cenie książki

Dlaczego projekt ustawy o jednolitej cenie książki jest taki ważny? Kilka lat temu lobby wydawniczemu nie udało się przepchnąć wspominanej ustawy, próbuje po raz kolejny. O co jednak chodzi?

Jednolita cena książki to ustalona (w tym przypadku ustawowo) przez wydawców cena końcowa książki, która będzie obowiązywać przez określony czas sprzedaży detalicznej. Podobne rozwiązania prawne stosowane są w wielu krajach na świecie, m.in. we Francji, Belgii, Niemczech, Włoszech, Argentynie, Meksyku i wielu innych.

Z polską propozycją można zapoznać się na stronach Polskiej Izby Książki – projekt ustawy o jednolitej cenie książki  to raptem sześć stron tekstu. W skrócie wygląda to tak:

  • cena określona przez wydawcę obowiązywać będzie przez 12 miesięcy
  • kupując książkę czytelnik może dostać rabat nie większy niż 5%
  • rabat 15% możliwy jest tylko na targach książki, przy zakupach przez np. instytucje kultury, uczelnie, czy – w przypadku podręczników – stowarzyszenie rodziców
  • księgarnia ma obowiązek – na żądanie klienta – sprowadzić dla niego książkę. Może obciążyć go kosztami dostawy.

Wątpliwości

Nie mam wątpliwości co do tego, że stan czytelnictwa w Polsce to równia pochyła i należy z pewnością temu przeciwdziałać. Pytanie czy stała cena książki jest w stanie spowodować wzrost czytelnictwa? Osobiście wątpię. Polska Izba Książki argumentuje to dość pokrętnie: stała cena książki umożliwi utrzymanie się na rynku małych, niszowych księgarni, które obecnie nie mają większych szans w starciu z molochami i księgarskimi sieciówkami (typu Empik czy Matras). A to właśnie te niewielkie księgarnie w mniejszych miejscowościach są ośrodkami kultury. Czy wprowadzenie stałej ceny książki zachęci nieprzekonanych do otwierania księgarń w małych miasteczkach? Odpowiedzcie sobie sami na to pytanie.

Sama lubię małe, autorskie księgarnie, ale książki kupuję tam, gdzie mi najwygodniej i najtaniej. Czasem w sieciówkach (bo są promocje), czasem w niewielkich księgarniach (bo akurat przechodziłam i coś znalazłam), a czasem przez internet w księgarniach internetowych (bo wygodnie, tanio, składam zamówienie o której chcę i odbieram wygodnie w paczkomacie albo kiosku ruchu).

Jedna z większych internetowych księgarni tak odnosi się do całej sprawy:

W audycji radia TOK FM „Weekendowy Poranek”, w której wypowiadał się prezes Rady Polskiej Izby Książki, Włodzimierz Albin, wziął także udział Tomasz Zaród z wydawnictwa Książkowe Klimaty. Zwrócił on uwagę na bardzo ciekawą kwestię, a mianowicie, że poprawę na rynku wydawniczym i księgarskim przyniosłoby uregulowanie stawek jakie otrzymują pośrednicy – hurtownie, księgarnie itp. Przy proponowanych zapisach w projekcie ustawy o jednolitej cenie książki nie ulegają w ogóle zmianie dysproporcje między ceną zakupu książki przez sieci/hurtownie, a ceną okładkową. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że niewielka jest szansa na to, żeby ceny książek spadły.

Skoro ceny nie spadną i utrzymają się na obecnym poziomie (cena okładkowa) to rachunek jest prosty: przeciętny czytelnik kupi MNIEJ nowości niż do tej pory. Nie da się tego inaczej wyliczyć. Podobnie będzie z bibliotekami i instytucjami kultury. Skoro do tej pory kupując książki biblioteka mogła uzyskać rabat nawet sięgający 40% ceny książki, to teraz kupi ich mniej, bo maksymalny rabat na nowości to tylko 15%. Nowości w bibliotekach to absolutna podstawa, jeśli zależy nam na tym, żeby poziom czytelnictwa wzrastał.

Ustawa w ogóle nie porusza kwestii e-booków. Być może z tego względu, że ten rynek jest niewielki – e-booki to ok. 2-3% tego rynku. Być może wprowadzenie ustawy o jednolitej cenie książki spowoduje jego rozruszanie. Zwłaszcza, że bardzo wiele (ok. 80%) nowości ma wersje elektroniczne. Skoro cena papierowej książki będzie ustalona na 12 miesięcy, a e-booka to nie dotyczy – to rozwiązanie jest proste. Większe rabaty mogą dotyczyć właśnie edycji elektronicznych.

Mimo wszystko trudno używać argumentu o wzroście czytelnictwa w Polsce przez ustalenie stałej ceny książek i utrzymanie na rynku niewielkich księgarń, skoro czytelnictwo to złożone zjawisko. Na poziom czytelnictwa wpływ mają różne czynniki: kulturowe, edukacyjne, ekonomiczne, prawne. Manipulacja tylko jednym elementem niekoniecznie przyniesie satysfakcjonujące (dla czytelnika) efekty.

OPINIE

STANISŁAW ŻERKO – historyk, niemcoznawca, profesor w poznańskim Instytucie Zachodnim oraz wykładowca Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.

Coraz mniej tych, którzy jeszcze kupują książki. To zresztą ludzie na ogół niezbyt zamożni, a książki – w porównaniu z zarobkami – są w Polsce kilkakrotnie droższe niż na Zachodzie. „Książkoluby” polują więc na promocje, rabaty, zniżki dla stałych klientów w księgarniach internetowych. Niekiedy można zdobyć upust prawie 40%, czyli powieść z okładkową ceną 50 zł kupić za ok. 30 zł. Nietrudno odpowiedzieć na pytanie, jaki wpływ na czytelnictwo będzie miał zakaz obniżania cen przez rok. Projekt, który powstaje pod egidą Ministerstwa Kultury, jest szkodliwy dla czytelników. Tymczasem resort ulega presji lobbystów, czyli głównie wydawców. Argument, że to troska o księgarnie, jest chybiony. Czytelników jest więcej niż księgarzy. Zresztą księgarnie internetowe też dają zatrudnienie. Jedna tylko bonito.pl ma trzystu pracowników, a takich księgarni jest wiele.

RAFAŁ CICHOWSKI – pisarz, autor powieści „2049” oraz „Pył Ziemi”, która swoją premierę będzie miała 29 marca. Książkę już teraz można kupić (z 27% rabatem!) przez internet.

W myśleniu PIK-u jest wiele dziur. Ustawa nie reguluje wcale kosztów dystrybucji, a to tam jest największy skok na kasę. 1,8 książki na przeciętnego Polaka to wyliczenie, które mówi tyle samo, co stwierdzenie że każdy pies i jego właściciel mają średnio po trzy nogi. W Polsce mamy głównie nieczytających i takich, którzy kupują kilka(naście?) tytułów miesięcznie i to oni zapłacą za reformę. A raczej nie zapłacą, bo jeżeli nie będą w stanie skorzystać z rabatu i czytanie tyle, co dotychczas przekroczy ich możliwości finansowe to po prostu spadnie liczba kupowanych przez nich książek.

Jeśli rząd chce pomóc małym księgarniom to niech zrobi to przez ulgi podatkowe i mniejsze czynsze, a nie poprzez zrzucanie odpowiedzialności za dofinansowanie biznesu na odbiorcę końcowego. A jeśli małe księgarnie chcą same sobie pomóc to niech zastanowią się jakie oferują unikalne korzyści (kameralny klimat? dobrze poinformowana obsługa budująca relacje z klientem? wygodne fotele i kawa? trudno dostępne książki na miejscu? oferta tematyczna?) i na tym niech zbudują swoją siłę. Nawet jeśli ceny będą wszędzie takie same kupno przez Internet zawsze będzie łatwiejsze od wyjścia z domu. A jak już wyjdę z domu, to w galerii, w której mieści się empik, zrobię jeszcze zakupy. Żebym chciał pojechać specjalnie do małej księgarni muszę po prostu bardzo lubić to miejsce.

I na koniec kilka opinii z Twittera:

A wy co sądzicie o projekcie ustawy o jednolitej cenie książki? Czytelnictwo w Polsce wzrośnie? Ceny książek wzrosną? Spadną? Zostaną na tym samym poziomie? Będziecie kupować więcej nowości? Czytać więcej?

Komentarze (2)

  1. Wiesz co sądzę o całym projekcie i zdania nie zmieniłam ani na chwilę. Dobry tekst (ciekawe swoją drogą kim są zwolennicy tej ustawy i czy to rzeczywiście tylko wydawcy?). Równolegle z nim przeczytałam komentarze pod wpisem Bonito i zwłaszcza jeden w którym Pani wspominała, że to „tylko konsultacje społeczne”. Czym są owe konsultacje, jeśli nie wstępem do ustawy? Wiem, że Ministerstwo próbuję załagodzić sytuację, ale powiem tak. Ja politykom z zasady nie ufam. Ja ich sprawdzam. Dlatego uspokoję się, kiedy o zaprzestaniu prac poinformuje mnie wydawca bądź pisarz.

    Profesor zwrócił też uwagę na coś najbardziej istotnego, co do tej pory przyznam pominęłam. Skoro rząd tak chętnie zasłania się przykładami z krajów zachodnich to proszę bardzo niech przy okazji podniosą mi i wpływy do zachodniego poziomu.

  2. Marcin Ciesielski 20 marca 2017 w 17:10

    Uważam, że jak większość pisowskich pomysłów jest to absurd. Czytelnicy nie będą mieli możliwości wyboru najkorzystniejszej oferty (które bywają korzystne szczególnie w księgarniach internetowych), a wydawcy nie zarobią więcej, jeśli sprzedaż spadnie. Ceny będą pewnie takie, jakie uda się wynegocjować wydawcom z największymi sieciami księgarni, a reszta będzie musiała się dostosować. Nie potrafię zrozumieć, jaki miałby być cel tej ustawy.

    Osobiście od ponad pół roku, czyli odkąd zdecydowałem się na Kindle, kupuję niemal wyłącznie ebooki, o ile interesujące mnie publikacje są dostępne w tej formie. Zresztą i tak przerzuciłem się w 80% na treści anglojęzyczne. To niepatriotyczne, ponieważ pieniądze wyciekają za granicę, a polski rynek wydawniczy nic z tego nie ma, ale korzystne dla rozwoju umysłowego.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: