„Przygody Pędrka Wyrzutka” – słuchowisko w gdyńskiej bibliotece

"Przygody Pędrka Wyrzutka" - słuchowisko w gdyńskiej biblioteceW drugą sobotę października miałam okazję wziąć udział w niecodziennym wydarzeniu. Na zaproszenie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdyni odwiedziłam jedną z jej filii i uczestniczyłam w słuchowisku na podstawie książki Stefana Themersona  „Przygody Pędrka Wyrzutka”.

Słuchowisko zostało przygotowane przez Piotra Łyczkowskiego i Adama Baumana. I było naprawdę wielką frajdą móc w nim uczestniczyć. Na sali było sporo dzieci, które żywo reagowały na to, co się dzieje. Było sporo śmiechu, komentarzy, a także rzucania piłeczkami. Książka Themersona została zaadaptowana na potrzeby słuchowiska, przedstawiono kilka wybranych rozdziałów i przygód Pędrka.

Przygody Pędrka Wyrzutka

Stefan Themerson „Przygody Pędrka Wyrzutka” opublikował w Londynie (1951 i 1964) i Warszawie (1958). Jest to historia, w której główny bohater wyrusza w podróż, podczas której spotyka przeróżne postacie (Profesora Wielbłąda, Subiekta, Kapitana Metaferejna i wielu innych). Mają mu one pomóc w poznaniu odpowiedzi na nurtujące go pytanie dotyczące jego tożsamości – „kto ja jestem?”. To opowieść, w której fikcja miesza się z rzeczywistością, a groteska z filozoficzną refleksją.

Rozmowa z Piotrem Łyczkowskim

„Przygody Pędrka Wyrzutka” – słuchowisko w gdyńskiej bibliotece - fot. Sylwia MierzewskaSkąd pomysł na aranżację „Przygód Pędrka Wyrzutka”?

Pomysł wziął się stąd, że dostaliśmy zamówienie od biblioteki publicznej w Gdyni na przedstawienie takiego słuchowiska realizowanego na żywo, ponieważ jest to forma, którą generalnie czytagramy się zajmują od lat czterech. Pani Martyna Groth, która jest autorką całego cyklu zdarzeń artystycznych pt. „Oko i ucho na Themersonów”, wpadła na taki pomysł żeby między innymi tego typu forma znalazła się wśród tych wydarzeń. Tam będzie wystawa, warsztaty itd. Przyjęliśmy to zaproszenie. Zazwyczaj mamy już gotowe tytuły i jeździmy z nim. Mamy już osiem tytułów w dorobku. Z tym nowym już jedziemy do Szczecina.

Jak wyglądała praca nad aranżacją „Przygód Pędrka Wyrzutka”? Wiadomo, że nie ma całej książki, tylko jest wybór. Kto go dokonał? Pan jako autor scenariusza?

Tak. Jestem twórcą czytagramów. Zapraszam autorów, z Adamem mamy już czwarty tytuł zrobiony. Moja praca polega na tym, to moje dziecko te czytagramy. Założyłem je po to między innymi żeby pisać adaptacje różnej ciekawej literatury XX wieku. W związku z tym procedura tworzenia inscenizacji zawsze przebiega tak samo. Ja znajduję książkę lub ewentualnie ktoś mi coś podrzuca, przeprowadzam dosyć ostrą selekcję. Te opowiadania, które adaptujemy liczą 100-200 stron, z tego my, by to się przełożyło na 45-60 minut, możemy wyjąć dwadzieścia stron. Do tego zajmuję się aranżacją dźwiękową i muzyką.

Rozumiem, że cały projekt spina pan, a osoba, która czyta, to zaproszony aktor?

Jak mam już gotową adaptację, większość dźwięków przygotowanych i pewien pomysł, wtedy zapraszam aktora i zaczyna się cykl prób z wykorzystaniem tego dźwięku. Czasem podczas prób dokonujemy jakichś modyfikacji, czy dochodzi coś dźwiękowego. Korzystam z podszeptów aktora. Akurat Adam jest doświadczonym aktorem radiowym, pisze scenariusze, reżyseruje i gra w słuchowiskach w teatrze Polskiego Radia.

Rozumiem, że projekt czytagramy jest skierowany dla dzieci czy też młodszych odbiorców?

Nie powiedziałbym. Tutaj akurat mieliśmy przewagę widowni dziecięcej. Postawiliśmy wyraźną granicę 7+, dlatego że poziom abstrakcji tego tekstu jest za trudny dla dzieci, które nie osiągnęły wieku szkolnego. Nawet dla tych dzieci z podstawówki ten tekst może być trudny. Natomiast ten tekst jest adresowany właściwie do każdego widza. Tam są takie poziomy, że można czytać historie o reżimach totalitarnych (to co się działo w komunizmie czy faszyzmie). Nawet te rekwizyty, które robiłem – mucha jest czerwona – nawiązuje do symbolów faszystowskich. Czerwony jest również kapelusz – to także nawiązanie do systemów totalitarnych. Dla mnie karabinier i subiekt to przedstawiciele typowego reżimu totalitarnego. U subiekta jest wyraźny wątek antropologiczny, faszystowski, gdzie dokonuje się pomiarów rasowych. Staram się docierać do widzów dorosłych. Oni mogą wyciągnąć sobie jakieś aluzje. Dla dzieci mamy przeznaczoną inną warstwę, bardziej się bawimy.

No tak, chociażby te piłeczki. 

Przewidzieliśmy, że gdzieś na wysokości 2/3 tego tekstu nastąpi spadek uwagi. Wprowadziliśmy ten element właśnie z tego powodu.

Ja, siedząc wśród dzieci widziałam ich reakcje. Na przykład dość czujnie obserwowały przebieg akcji i zauważyły, że nie ma wszystkich rozdziałów. Były też rozbawione niektórymi powtórzeniami czy wyrażeniami.

To dobrze, bo tam jest sporo zwrotów filozoficznych czy zabaw logicznych. Themerson bawił się semantyką i to widać, że wychwytywał dwuznaczność tekstów. Ja miałem obawy przygotowując ten scenariusz. Konsultowaliśmy się z Biblioteką Narodową, żeby sklasyfikować „Przygody Pędrka Wyrzutka”. Oni to sklasyfikowali jako powieść dziecięcą – i ja się nie do końca z tym zgadzam.

Rozmowa z Adamem Baumanem

„Przygody Pędrka Wyrzutka” – słuchowisko w gdyńskiej bibliotece - fot. Sylwia MierzewskaJak wyglądała pana praca z tym tekstem? Czy znalazł pan tam jakieś trudności?

Wie pani, granie dla dzieci to jest chyba najtrudniejsza rzecz, poza graniem komedii. Od razu jest reakcja widowni, nie można się ukryć za jakimiś czarami-marami, że jest jakaś głębia intelektualna i ktoś ma czas na przemyślenia. Tak jak w komedii albo ludzie się śmieją, albo się nie śmieją, tak tutaj dzieci zajmują się samymi sobą, albo słuchają tego, co ma się do powiedzenia. Nie mam dużego doświadczenia w takim graniu dla dzieci. Miałem pewne obawy.

Wczoraj (7 października) była premiera słuchowiska.

Wczoraj pierwszy raz i od razu musieliśmy zrobić jakieś korekty, bo odrobinę za nerwowo lecieliśmy z tekstem i nie zwracaliśmy uwagi na publiczność. Pewne rzeczy musieliśmy skorygować. Nie ma tak, że przedstawienie jest gotowe. Ono się tworzy. Za każdym razem jest inaczej.

W moim odczuciu dzieciom się podobało, reagowały żywo, śmiały się. Pan jest wykonawcą, autorem scenariusza Piotr.

Tak, ja jestem aktorem, Piotr tworzył scenariusz. Musieliśmy zrobić skróty, żeby nie było za długo. Trzeba liczyć na pewną wytrzymałość dzieci. Mnie to interesowało też pod innym kątem – ja jestem z pokolenia, które się wychowało na radiu. Telewizja była marna, dwa programy i dosyć nudne. Ja dużo słuchałem radia jako dziecko – i programy dla dzieci, i słuchowisk słuchałem. Miałem to też szczęście, że dosyć wcześnie zacząłem – później jako aktor – grać w radiu dużo, w słuchowiskach, sam zacząłem pisać słuchowiska, reżyserować.

Jak wyglądała praca i próby?

Spotykamy się wieczorami kilkanaście razy. Ja oczywiście też wiele razy muszę tekst przeczytać. Ponieważ to jest już czwarta rzecz, którą razem robimy z Peterem, więc pewna forma pracy jest ustalona. A także forma, do której dążymy. Z jednej strony to szukanie możliwości akustycznych, ale także z mojej strony ważne jest by nie przeszkadzać, czy też dać pretekst do grania jego (Piotra) rzeczy.

Wbrew pozorom to wcale nie jest łatwa praca. Wymaga stałej czujności i reagowania – trzeba wszystko w odpowiednim momencie włączyć.

To jest skomplikowane od strony technicznej. Wymaga oczywiście zgrania. Peter to multiinstrumentalista. Czasem coś zaszwankuje, trzeba dopracować fragmenty.

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie będzie widoczny.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.