Opętanie

OpetanieUwielbiam książki z serii Koliber. Niewielkich rozmiarów, niepozorne, a po lekturze jest nad czym myśleć i nad czym się zastanawiać. Podobnie jest z książką francuskiego pisarza Raymonda Radigueta Opętanie, po którą sięgnęłam prawie że przypadkiem ( a może i nie – ostatecznie nie wiem co było pierwsze – przypadek, czy może rekomendacja na Twitterze). Swego czasu – 1923 – książka wywołała skandal we Francji – ze względu na poruszaną tematyką, jak i silną kampanię reklamową towarzyszącą jej wydaniu.

Raymond Radiguet - obraz ModiglianiegoMonsieur Bébé

Autorem tego zamieszania był Raymond Radiguet, młodziutki pisarz, mający wtedy dwadzieścia lat. Postać bardzo interesująca – porzucił szkołę by poświęcić się dziennikarstwu i literaturze (ktoś dzisiaj jeszcze tak robi?). Przyjaźnił się z André Salmonem, Maxem Jacobem, Pierrem Reverdym. Znał malarzy: Juan Grisa, Picassa i Modiglianiego. Był przyjacielem i kochankiem Jeana Cocteau, który mocno lansował Radigueta – okrzykniętego zresztą „cudownym dzieckiem” powieści. Opisana przez Radigueta historia w Opętaniu była w dużej mierze autobiograficzna.

Cztery lata wakacji

„Niechaj ci, co mają mi to za złe, spróbują wyobrazić sobie, czym była wojna dla tylu bardzo młodych chłopców: czterema latami wakacji”. Już samo takie postawienie sprawy było bulwersującą przeciwwagą dla licznych powieści wojennych ukazujących się ówcześnie (lata 20. XX wieku). Główny bohater jest za młody by być żołnierzem (gdy wybucha wojna ma tylko dwanaście lat), ale nie jest za młody na miłość. Historia romansu piętnastolatka (cała historia rozpoczyna się w 1917 roku) i niewiele starszej od niego kobiety Marty Grangier, żony zmobilizowanego żołnierza, jest, powiedzielibyśmy dziś, materiałem dla brukowców, ale nie materiałem na powieść. Pomylilibyśmy się w swej ocenie!

Jak wielka potrafi być namiętność?

To pytanie towarzyszyło mi w zasadzie podczas całej lektury tej powieści. Właśnie – jak wielka? Bo przecież „kiedy wciąż myślimy tylko o jednym, widzimy tylko jedno i pragniemy tego namiętnie, przestajemy dostrzegać, jak okrutne są nasze pragnienia”. Zauroczenie Martą, którą nasz bohater poznaje jeszcze jako narzeczoną Jakuba, zaczyna się zupełnie niewinnie – od zwykłego spaceru i niepozornej rozmowy. Pierwsza wizyta u ukochanej była nieudana (Marta była na obiedzie u teściów), komentarz bohatera do tej sytuacji mówi sam za siebie: „(…) a ponieważ, jak sądziłem, nie miałem już szansy zobaczyć więcej Marty, starałem się o niej nie myśleć i przez to samo myślałem o niej stale”. Kolejne, przypadkowe spotkanie to misterna manipulacja dziewczyną – kupuje to, co podoba się chłopakowi, nie jej, zgadza się na dłuższe spotkanie, okłamuje teściów itd. Drobiazgi, ale w oczach bohatera urastają do rangi zwycięstwa.

Następne spotkanie ma miejsce już po ślubie Marty, posyła bohaterowi list. Schadzka, choć w tym przypadku lepiej powiedzieć „proszona herbatka”, uświadamia chłopakowi: „(…) teraz, kiedy byłem pewny, że już jej nie kocham, zaczynałem ją kochać. Czułem się niezdolny do wyrachowania, do jakichś machinacji, do tego wszystkiego, co dotąd, a i w owej chwili też jeszcze, uważałem za rzecz w miłości nieodzowną. Nagle poczułem się lepszy. Ta raptowna przemiana każdemu byłaby otworzyła oczy: ja nie pojąłem, że pokochałem Martę”.

Niedoświadczony, chciałoby się nazwać go niewinnym, młodzieniec rozkochuje w sobie młodą mężatkę. Zapatrzony w siebie i swoje pragnienia z wyrachowaniem rozbudza jej miłość, spędzając u niej coraz dłuższe popołudnia i noce. Ten związek – z jednej strony oparty na namiętności i manipulacji, z drugiej strony jest bardzo prosty, wręcz naiwny, nieodpowiedzialny (świetna scena szukania nocą hotelu – majstersztyk!).

Otoczenie – rodzice bohatera, sąsiedzi Marty – są zniesmaczeni i zbulwersowani całą historią. Nikomu do głowy nawet nie przychodzi, że dziecko, którego spodziewa się Marta, pochodzi z nieprawego łoża. Jak to bywa w tego rodzaju historiach – ona po prostu nie może skończyć się szczęśliwie. Zakończenia nie zdradzę – sięgnijcie do tej lektury – jest idealna na gorące, duszne popołudnia.

Raymond Radiguet, Opętanie, przeł. Krystyna Dolatowska, Książka i Wiedza, Warszawa 1989.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: