Kain

okładka książki "Kain" J. SaramagoLektura powieści Saramago zawsze sprawia mi przyjemność. Jego język jest zabawny, ironiczny, pełen dystansu, a historie, które przedstawia – wciągają.

Kainie Saramago interesuje się starotestamentową opowieścią o dwóch braciach – Kainie i Ablu, synach Adama i Ewy. Jest ona zaczątkiem całej historii. Jak pisze autor na kartach swojej powieści: Historia ludzi to historia ich niezrozumienia z bogiem, ani on nas nie rozumie, ani my jego nie rozumiemy.

Wracając do opowieści z Księgi Rodzaju (dla tych, co jej nie pamiętają). Kain był rolnikiem, natomiast Abel – pasterzem. Obydwoje złożyli Bogu w ofierze dary – Kain – płody ziemne, Abel – zwierzęta ze swego stada. Bóg przyjął ofiarę Abla, a tę Kaina odrzucił. Eufemistycznie rzecz ujmując, zasmuciło to mężczyznę i doprowadziło do zbrodni – zamordował swojego brata. Został za to przez Boga ukarany – naznaczony piętnem i skazany na dożywotnią tułaczkę.

I tu zaczyna się zabawa. Kain bowiem nie tylko tuła się w przestrzeni, ale i w czasie. Skazany na wędrówkę bohater trafia w sam środek znanych nam z Pisma Świętego wydarzeń – bierze udział w oblężeniu Jerycha, jest świadkiem spalenia Sodomy i Gomory czy budowania Arki Przymierza.

Saramago nie opisuje jednak tych historii. Interpretuje je w nowatorski sposób, piętnując niekonsekwencję i logiczne błędy, które popełnia bóg. Tak, dobrze przeczytaliście. Bóg. W Kainie jest on postacią niesprawiedliwą, dokonującą niewłaściwych wyborów, która wcale nie dba o ludzi i ich dobro. A przynajmniej nie zawsze.

Pisarz zmusza także czytelnika do zastanowienia się nad postępowaniem ludzi. Bo w jego powieści błędy popełnia nie tylko bóg. To ludzie zgadzają się z absurdalnymi żądaniami, nie zastanawiają się nad tym co robią, nie zadają pytań. Nikt u Saramago nie jest bez winy. Ale tylko niektórzy potrafią się do niej przyznać.

Tak jak pisałam na początku – uwielbiam język i styl portugalskiego noblisty. Opisując historię ofiarowania przez Abrahama swego syna Izaaka Bogu Saramago pisze tak (możecie zapoznać się z próbką jego stylu i poczucia humoru): Powiedział [Abraham] wtedy do służących, Zostańcie tutaj z osłem, a ja pójdę z chłopakiem kawałek dalej, żeby czcić pana, a potem do was wrócimy. To znaczy, oprócz tego, że był wielkim skurwysynem, był też wytrawnym kłamcą, gotowym oszukać każdego swoim wężowym językiem, co w tym przypadku, według prywatnego słownika narratora tej historii, oznacza, że był zdradliwy, perfidny, oszczerczy, fałszywy, niewierny i inne podobne rozkoszności.

Całe szczęście, że Saramago już nie żyje – gdyby było inaczej z pewnością uczucia religijne jakichś polskich dewotek zostałyby urażone i nie obyłoby się bez pozwu. A może i nie – raczej dewotki (i dewoci) noblistów nie czytają ;)

Myślę że słowa z uzasadnienia przyznania Nagrody Nobla (Saramago otrzymał ją w 1998 roku) są wciąż aktualne i doskonale pasują do omawianej powieści: za dzieło, które przypowieściami, podtrzymywanymi przez wyobraźnię, współczucie i ironię, stale umożliwia pojmowanie iluzorycznej rzeczywistości.

José Saramago, Kain, przeł. Wojciech Charchalis, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2013.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: