Jutro przypłynie królowa

"Jutro przypłynie królowa" okładka książki Macieja WasielewskiegoReportaż Macieja Wasielewskiego Jutro przypłynie królowa to druga książka tego autora, jaką miałam okazję przeczytać. Autor widać lubi wyspy (pierwszy reportaż, napisany z Marcinem Michalskim to historie z pozostających pod duńską jurysdykcją Wysp Owczych – 81:1. Opowieści z Wysp Owczych).

Jutro przypłynie królowa to opowieść o niewielkiej, bo liczącej jakieś 4 km², wysepce położonej na Oceanie Spokojnym – Pitcairn. Podlega ona jurysdykcji Wielkiej Brytanii. Społeczność zamieszkująca ten skrawek lądu to raptem kilkadziesiąt osób.

Historia wyspy zaczęła się pod koniec XVIII wieku, kiedy to osiedliła się na niej część załogi zbuntowanego statku Bounty (wraz z przywiezionymi z Tahiti kobietami i mężczyznami). Początki iście awanturnicze i romantyczne. Oto zbuntowana część załogi trafia na przepiękną, rajską wyspę. Zakłada osadę. Ot, i zaczyna się proza życia.

Jak się okaże, życie to wcale nie jest prozaiczne. Ale i do tego dojdziemy.

Wasielewski jedzie na Pitcairn – chce poznać tę zamkniętą społeczność. Udaje mu się dostać do tego zamkniętego świata. Zamierzał spędzić tam trzy miesiące, udało mu się jednak zamieszkiwać wyspę przez 10 dni. Przez ten czas próbował rozmawiać z mieszkańcami, dowiedzieć się jak najwięcej. Mimo to sam przyznaje, że większość materiałów i relacji zebrał w Nowej Zelandii i na Tahiti.

Pitcairn kryje mroczny sekret. W 2004 roku kilku mężczyzn z wyspy zostało skazanych za wielokrotne gwałty na dziewczynkach i kobietach z wyspy. Wasielewski przedstawia w swoim reportażu tę historię, próbuje dociec czemu osoby, które w najbliższej rodzinie miały zgwałcone dzieci, broniły przestępców. Faktem jest, że wyspa, a raczej społeczność ją zamieszkująca, nie przetrwałaby bez tych złoczyńców. Stąd prośba o osadzenie skazanych na wyspie.

Motto pierwszej części książki to słowa Jana Jakuba Rousseau:

Tylko z wzajemnego uzależnienia, z łączących ludzi potrzeb wzajemnych powstają wśród nich więzy poddaństwa, że niepodobieństwem jest zatem ujarzmić człowieka, nim się nie sprawi, że się bez drugiego zdoła obejść.

Wasielewski pokazuje co może się wydarzyć, kiedy ludzie sami dla siebie stanowią prawo. Kiedy silniejsi ustanawiają reguły. Kiedy nie ma dokąd uciec. Kiedy „Gwałt był częścią dnia. Jak jedzenie. Byłeś głodny, zrywałeś mandarynkę. Naturalna czynność.” Po prostu, zwyczajnie, jakby w przemocy nie było nic złego. Z perspektywy ofiary, dziecka sytuacja była równie oczywista. Jeśli miałaś tego pecha, że urodziłaś się dziewczynką – cóż, nie ma dla Ciebie ratunku. O sprawie wiedzieli wszyscy, dorośli, rodzice, którzy nie mogli lub nie chcieli wiele zrobić, mimo że wiedzieli co Chłopcy (tak nazywano gwałcicieli) robią. Jedna z ofiar mówi: „Widzieli w nas tylko pochwy i piersi. Nasłuchiwałam kroków. (…) Wołać o pomoc? Nie znałam takiego pojęcia. Każda musiała liczyć na siebie.”

Wasielewski roznosi w drobny mak żywy jeszcze gdzieniegdzie mit rajskiej wyspy. Nawet najpiękniejszy owoc może toczyć robak. Pomijając już temat reportażu, trzeba przyznać, że autor świetnie go skonstruował. Technicznie, warsztatowo – jest napisany bez zarzutu. Powoli, z każdym kolejnym zdaniem i akapitem, autor odkrywa przed czytelnikiem przerażającą tajemnicę wyspy. Nie skupia się tylko na samym procesie, opowiada także o historii wyspy, o jej mieszkańcach. Jeden z lepszych reportaży, jakie czytałam w ostatnim czasie. Warto sięgnąć!

Książkę omawialiśmy także na jednym ze spotkań DKK. Była zaczątkiem burzliwej dyskusji.

Maciej Wasielewski, Jutro przypłynie królowa, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: