Jak pokochać centra handlowe

Jak pokochać centra handloweO Natalii Fiedorczuk usłyszałam kilkanaście dni temu, przy okazji Paszportów Polityki. Przyznana nagroda zmobilizowała mnie (to jeden z moich sposobów na szukanie ciekawych lektur) do przeczytania jej debiutanckiej książki Jak pokochać centra handlowe.

Czyta się szybko (mi lektura całości zajęła niecałe – bo bez trzech minut – dwie godziny; wszystko ładnie policzyła mi aplikacja Legimi, za pośrednictwem której zapoznałam się z książką), zwłaszcza że książka jest niewielkich rozmiarów.

Co łączy centra handlowe i macierzyństwo?

Na pierwszy rzut oka, patrząc tylko na tytuł, chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie powiedziałby, że będzie to książka o macierzyństwie. A jednak! W historii, w której macierzyństwo i szara polska codzienność grają pierwsze skrzypce, zapewne wiele czytelniczek odnajdzie swoje doświadczenia. I to takie, o których niechętnie opowiadało lub którymi wcale nie dzieliło się z rodziną i przyjaciółmi. Bo jak tu powiedzieć, że ma się dość własnego dziecka, że nie znosi się swojego ciała, że wszystko jest trudne i że najprostsze rzeczy sprawiają niewyobrażalne problemy?

Bohaterką jest mieszkanka przedmieść Warszawy, wynajmująca mieszkania, pracująca na śmieciówkach, bez prawa do zasiłku macierzyńskiego. Z dwójką małych dzieci. Tytułowe centra handlowe to miejsce, które z chęcią odwiedza – można w nich odpocząć, są przewijaki dla dzieci, są kawiarnie, wszystkie w zasadzie są takie same, jedne podobne do drugich. Standaryzacja w tym przypadku to olbrzymi plus. W każdej galerii można czuć się tak samo komfortowo.

Zresztą na samym początku lektury autorka zapoznaje czytelnika z cytatem z książki Marca Auge Nie-miejsca. Wprowadzenie do antropologii nowoczesności:

Nie-miejsca są jednak miarą epoki: policzalną miarą, którą można obliczyć, dodając do siebie […] trasy powietrzne i kolejowe, autostrady, ruchome przybytki zwane „środkami transportu” (samoloty, pociągi, samochody), porty lotnicze, dworce i stacje kosmiczne, wielkie sieci hoteli, wesołe miasteczka, supermarkety, skomplikowane węzły komunikacyjne, wreszcie – sieci kablowe lub bezprzewodowe działające w przestrzeni pozaziemskiej i służące tak dziwnej komunikacji, że łączy ona jednostkę wyłącznie z innym obrazem jej samej.

To, co wspólne i jednakowe, daje spokój i wytchnienie. Chociaż na kilka chwil.

Reportaż? Powieść?

Do tej pory nie potrafię przyporządkować Jak pokochać centra handlowe do jednego gatunku. Czy to bardziej powieść obyczajowa, czy jednak reportaż? A może coś pomiędzy? Fiedorczuk bawi się, żongluje gatunkami. W jednym z wywiadów (Wysokie Obcasy) odpowiada dziennikarce, że jej książka jest próbą konfrontacji z wewnętrznym kryzysem i trudnymi uczuciami izolacji, odcięcia od świata i dotychczasowych doświadczeń, w obliczu czegoś zupełnie innego, co zmienia osobowość i na co sama byś się nie zdecydowała. Zebrała doświadczenia wielu kobiet i tak powstała jej bohaterka.

To jaki to gatunek nie ma większego znaczenia. Fiedorczuk otrzymała Paszport Polityki za temat, który poruszyła i który do tej pory był tematem tabu. W uzasadnieniu werdyktu można przeczytać, że autorka została nagrodzona za przenikliwy portret współczesnej Polski widzianej od strony matek z wózkami, za chłodny i niebanalny obraz macierzyństwa, a także za żywy i pełen humoru literacki język. Nic dodać, nic ująć. Lektura obowiązkowa.

Natalia Fiedorczuk, Jak pokochać centra handlowe, Wielka Litera, Warszawa 2016.


Zachęcam do dołączenia do wydarzenia „12 miesięcy = 12 książek”, którego celem jest przeczytanie w ciągu 2017 roku dwunastu książek napisanych przez kobiety. Natalia Fiedorczuk i jej Jak pokochać centra handlowe to lektura na styczeń.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: