Gniew

Gniew Zygmunt MiłoszewskiWyobraźcie sobie dziecko, które musi się chować przed tymi, których kocha. Robi wszystko to, co robią inne dzieci. Układa wieże z klocków, zderza samochodziki, prowadzi rozmowy między pluszakami i maluje domy stojące pod uśmiechniętym słońcem. Dzieciak to dzieciak. Ale strach sprawia, że wszystko wygląda inaczej. Wieże nigdy się nie przewracają. Motoryzacyjne katastrofy to bardziej stłuczki niż wypadki. Pluszaki mówią do siebie szeptem. A woda w kubeczku od farb szybko zamienia się w breję o kolorze brudnej szarości. Dziecko boi się iść zmienić wodę i w końcu wszystkie farbki umazane są breją z kubka. Każdy kolejny domek, uśmiechnięte słońce i drzewko mają ten sam kolor złej, sinej czerni.

Tak rozpoczyna się Gniew Miłoszewskiego. Jego najnowszy kryminał to pożegnanie z postacią prokuratora Teodora Szackiego. Dla mnie to drugie spotkanie z twórczością tego pisarza (pierwsze było kilka lat temu; w ramach DKK czytaliśmy Uwikłanie, pierwszą powieść, w której śledztwo prowadził Szacki).

Gniew, jak już zauważono w wielu recenzjach, podejmuje temat przemocy domowej. W książce znaleźć można kilka naprawdę brutalnych scen przemocy, mocnych, przerażających, trudnych do zapomnienia.

Świetnie radzi sobie autor z samą intrygą, która przykuwa uwagę. Z zapartym tchem obserwowałam rozwój śledztwa – majstersztykiem jest w zasadzie „zamiana” rutynowego wydawałoby się dochodzenia w sprawie szkieletu znalezionego w zrujnowanym bunkrze poniemieckiego szpitala na kompletnie zagmatwane śledztwo – szkielet ma… zaledwie tydzień, w dodatku składają się na niego kości kilku osób. Jaki zabójca byłby taki drobiazgowy? Dlaczego chciał wprowadzić w błąd prowadzącego śledztwo prokuratora? Jak spreparował szkielet? I w zasadzie po co? Sporo pytań i początkowo niewiele odpowiedzi.

Niewiele pamiętałam z lektury Uwikłania – zwłaszcza jeśli chodzi o styl pisarski, sposób opisywania rzeczywistości czy bohaterów. Muszę przyznać, że nieźle się bawiłam czytając Gniew. Intryga mnie wciągnęła, bawił język – Szacki w specyficzny, pełen sarkazmu i ironii sposób postrzega i komentuje świat – w tym przypadku naprawdę nieźle dostało się Olsztynowi, w którym toczy się akcja powieści. Współczuję mieszkańcom i włodarzom miasta; z lektury zapamiętałam, że to jedyne miasto, na terenie którego znajduje się 11 jezior, a w dodatku ma fatalnie (i to jest naprawdę delikatne dość określenie) zorganizowaną przestrzeń miejską (pod względem architektonicznym, organizacji ruchu etc.)

W kontekście ratyfikowania Konwencji o zwalczaniu i zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (podpisanej w 2012 roku) Gniew to doskonała lektura. Z pewnością powinni po nią sięgnąć (a przynajmniej do niej zajrzeć) przeciwnicy Konwencji. Nic nie usprawiedliwia przemocy – fizycznej czy psychicznej – względem innej osoby. I warto pamiętać, że dla wielu kobiet sceny, które opisuje Miłoszewski, to nie literatura. To rzeczywistość.

Zygmunt Miłoszewski, Gniew, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014.

Komentarze (1)

  1. Niedawno rozpoczęłam lekturę ostatniej cześci trylogii. Nie doszłam wprawdzie do wątku przemocy, ale jestem ciekawa, w jaki sposób autor go podejmie.

1 Trackbacki i Pingbacki

  1. Warto zajrzeć 33 – obserwatorka, marsjanin, gniew i vlog | Tramwaj nr 4 książki i...

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: