Epifania wikarego Trzaski

Szczepan Twardoch "Epifania wikarego Trzaski"Po książkę Szczepana Twardocha Epifania wikarego Trzaski sięgnęłam zupełnie przez przypadek. Tak naprawdę zaczęło się od Morfiny. A w zasadzie to nie zaczęło, bo jeszcze jej nie czytałam (dostałam w ramach DKK). Tę ostatnią powieść Twardocha pożyczyłam znajomej z pracy, a sama zamówiłam Epifanię – jedyną książkę pisarza, jaka była dostępna w bibliotece. Reszta – wypożyczona.

Powieść opowiada historię młodego księdza Jana Trzaski, który zostaje skierowany na parafię na Śląsku. Intelektualista, który męczy się niemiłosiernie na śląskiej prowincji. Do czasu. Pewnego wieczoru ukazuje mu się na strychu Jezus razem z archaniołem Michałem. Od tego momentu młody ksiądz uzdrawia, potrafi zajrzeć w głąb duszy ludzi, których spotyka, oraz porywa swoim słowem tłumy (nawet nieznośnych gimnazjalistów). I tu zaczynają się kłopoty, a przy okazji także nowe wątki. Sprawą interesują się antyklerykalna prasa, rodzina księdza, a także zwierzchnictwo kościoła.  Jaki finał będzie mieć ta historia – tego nie zdradzę, by nie psuć przyjemności z lektury. Ale dodam tylko, że pojawiają się seks, bójki, śledztwo, lustracja. Brakuje tylko narkotyków :)

Powieść przeczytałam szybko – w końcu to niecałe 170 stron. Początkowo świetnie się bawiłam, momentami zaśmiewając się podczas czytania (mało komfortowe jeśli czyta się w pociągu :)). Później już nie było tak wesoło, choć nadal ciekawie. Tutaj zgodzę się ze zdaniem Jacka Dukaja, który czytał pierwsze wersje powieści, a jego opinia została wyróżniona na okładce książki: „Szczepan Twardoch próbuje na nowo odkryć konwencję współczesnej opowieści o rzeczywistości złożonej po równo ze świata niematerialnego i świata ducha. Pomiędzy powieścią grozy i powieścią obyczajową – czy pozostało miejsce na literaturę, w której przydarzające się nam objawienia nadnaturalnego nie są ani efektem choroby psychicznej, ani formą magii? Gdy bohater rozmawia z Bogiem lub szatanem – to jest to fantastyka czy realizm nieteistyczny?”. No właśnie – sama mam problem z zaklasyfikowaniem tej powieści – obyczajowa czy fantastyka? A może jeszcze coś innego? Natomiast pytanie o to z kim rozmawia bohater – z Bogiem czy szatanem, a może jest to tylko nędzny dialog z jego umysłem, jest zasadne, a sam autor nie podaje odpowiedzi. Ta należy do czytelnika, co akurat uważam za plus. Zmusza to do zastanowienia się i przemyślenia pewnych kwestii. Drugim plusem jest też osadzenie akcji powieści na Śląsku i wykorzystywanie śląskiej gwary w dialogach (chwała za przypisy, bez nich pewnych rozmów bym nie zrozumiała!). Ogólnie – ani to fenomenalna lektura, ani żadne dno. Ot, dość dobra powieść. Kończąc – z pewnością sięgnę jeszcze po twórczość Twardocha (wiele sobie obiecuję po Morfinie, no ale to już inna historia).

Szczepan Twardoch, Epifania wikarego Trzaski, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007.

Komentarze (1)

  1. Twardoch , niewątpliwie, oczywiście, jednoznacznie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: