Dobra książka. Tanio! – wywiad z Rafałem Cichowskim

Spotkanie z Rafałem CichowskimZazwyczaj, kiedy biorę udział w jakimś spotkaniu autorskim, piszę później krótszą bądź dłuższą relację. Tym razem będzie inaczej,choć na spotkaniu 29 maja z Rafałem Cichowskim byłam, to siedziałam po drugiej strony – koło autora. Być może zbiorę się kiedyś i napiszę o swoich wrażeniach z prowadzenia spotkania (bardzo się denerwowałam – choć na zdjęciu wcale tego nie widać)…

Rafał odpowiedział na moje pytania, które zadałam mu podczas spotkania w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Kutnie. Tytuł wywiadu nie jest przypadkowy – tak właśnie autor zareklamował swoją książkę, odpowiadając na pytanie jednego z czytelników. I faktycznie – powieść można kupić bardzo tanio; w mojej ulubionej księgarni, w której często robię zakupy 2049 dostaniecie za niecałe 22 zł.

Zapraszam – w swoim i autora imieniu – do lektury wywiadu!

 

Czy trudno być dzisiaj w Polsce debiutantem?

To zależy o jakim debiucie mówimy. Jest w tym momencie bardzo dużo inicjatyw typu self-publishing, więc wydanie książki tak po prostu jest stosunkowo łatwe. Jeśli chodzi o debiut w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, w dużym wydawnictwie, wraz ze wsparciem i mediów, i pieniędzmi na promocje, to sito jest wciąż bardzo gęste i niewielu autorom udaje się przez nie przepłynąć. Duże wydawnictwa chcą zarabiać, a debiut to inwestycja, która nigdy się nie zwróci. Zamiast promować nieznanego autora łatwiej i bezpieczniej jest wydać kolejną książkę kogoś, kto już dysponuje bazą czytelników lub przetłumaczyć hit z zachodu.

Czy mógłbyś opowiedzieć jak wyglądał początek z wydaniem powieści? Czemu to konkretne wydawnictwo, czy sam proces był długi?

Powód jest bardzo prosty – wydałem 2049 w Novae Res, bo tylko to wydawnictwo odpowiedziało na moje zgłoszenie. Moją książkę wysłałem wszędzie, praktycznie do każdego wydawnictwa w Polsce, którego książki możemy znaleźć w księgarniach. Niektóre z tych wydawnictw były tak „profesjonalne” że zdarzyło się, że dostałem od jednego z nich z powrotem na maila korespondencję wewnętrzną, dzięki czemu mogłem dowiedzieć się ciekawych rzeczy, takich jak to, że wartość książki jest oceniana już po trzydziestosekundowym kontakcie z tekstem. Sam proces wydawniczy to projekt okładki, nad którym sam czuwałem oraz trzy redakcje tekstu. Wszystko trwało osiem miesięcy, podczas których nauczyłem się mojej książki na pamięć.

Książka – czy długo nad nią pracowałeś? Ile czasu ci zajęło wymyślenie całego świata i bohaterów?

2049 pisałem przez cztery lata, od 2009 roku, trzykrotnie ją zaczynając, ale gdyby zebrać wszystkie wieczory w jeden ciąg pewnie nie przekroczyłby trzech miesięcy. Walczyłem z tym tematem, porzucałem go, by napisać coś zupełnie innego, a później wracałem. Wreszcie, pewnego zimowego wieczoru udało się postawić ostatnią kropkę. Świat wymyśliłem od razu, ale wydarzenia w nim powstawały na bieżąco, w trakcie pisania.

Jeśli chodzi o samą książkę prócz autora, pochodzącego z Kutna, mamy drugi kutnowski akcent – okładkę bowiem projektował Piotr Cieśliński. Jak doszło do tej współpracy i jak ona wyglądała?

Z Piotrkiem znamy się od wczesnej podstawówki. Na studiach byliśmy współlokatorami. W jednym pokoju siedział on i tworzył swoje okładki, za ścianą ja pisałem którąś z kolei książkę do szuflady. Pewnego wieczoru, gdy spotkaliśmy się w kuchni powiedziałem mu, że jeśli kiedykolwiek uda mi się cokolwiek wydać, chciałbym żeby to właśnie on zrobił dla mnie okładkę. Zgodził się, a ja trzymałem go za słowo. Zadzwoniłem do niego w dzień, w którym podpisałem umowę z wydawnictwem i przypomniałem mu tę historię.

Główny bohater, podobnie jak ty, pracuje w agencji reklamowej/marketingowej. Czy w powieści pojawiają się inne wątki autobiograficzne? Zdradzisz jakie?

Moim zdaniem nie da się uciec od siebie samego, także w pisaniu. Przy okazji 2049 chciałem stworzyć świat od zera i jak najbardziej zdystansować się do stworzonych przez siebie postaci, ale wciąż słyszę od znajomych, także tych, z którymi nie widziałem się od lat, a którzy przeczytali moją książkę, że jest tam bardzo dużo mnie. Mają rację, bo tych wątków jest wiele, ale pozwolę sobie zostawić je dla siebie.

Mógłbyś powiedzieć nam więcej o Twojej pracy zawodowej? Czy pisanie w reklamie ma wpływ na Twoje pisanie w ogóle, pisanie dla siebie? A może jest odwrotnie?

Zawsze chciałem oddzielić od siebie pisanie komercyjne, od tego, które uprawiam dla przyjemności, ale ostatecznie te dwa światy zawsze będą się przenikać. Myślę, że reklama nauczyła mnie dyscypliny słownej, syntetyzowania treści. Klient zawsze życzy sobie, żeby opowiedzieć historię marki i wymienić dwieście trzydzieści zalet produktu w jednym, chwytliwym sloganie. Briefy, które dostajemy bardzo precyzyjnie określają też emocje, które nasze reklamy mają wywołać. Po sześciu latach pracy zauważyłem, że mój styl stał się bardziej zwięzły, co wyszło mi na dobre. W reklamie z kolei zawsze się staram stworzyć coś, co sam chciałbym zobaczyć w telewizorze czy w Internecie.

Którą postać z 2049 najbardziej lubisz i której stworzenie sprawiło Ci najwięcej frajdy? Są postaci, za którymi nie przepadasz?

Moją ulubioną postacią jest Leonard Constantine. To gangster i celebryta, który zachowuje się tak, jakby ktoś powiedział mu, że może zrobić cokolwiek i nie poniesie z tego tytułu żadnych konsekwencji. Gdy tworzymy postać zwykle musimy trzymać się jakiś ram, żeby określić jej charakter i żeby sprawić, że ta postać będzie wiarygodna. W przypadku Leonarda wszystkie chwyty były dozwolone. Bardzo ceniłem sobie tę nieskrępowaną wolność twórczą. Jeśli chodzi o postaci, które lubię mniej to myślę, że główny bohater, który podczas książki przechodzi sporą przemianę zachowuje się czasem tak, że naprawdę trudno go polubić.

Jak sytuujesz swoją powieść w kontekście innych utworów dystopijnych? Czytałeś powieści, oglądałeś filmy? Inspirowałeś się?

Praktycznie nie czytam science-fiction. Moje klimaty to bitnicy, Nabokov i Mark Z. Danielewski. Czytam autorów, którzy próbują robić literaturę po swojemu, bez respektu dla konwencji, takich których ciężko wrzucić w ramy konkretnego gatunku. 2049 zostało wrzucone do szuflady S-F ze względów komercyjnych, ale moim zdaniem jest to pewne uproszczenie. Zawsze uważałem, że Ketra – miasto przyszłości w mojej powieści oraz cała technologia świata za trzy dekady to tylko scenografia, na tle której rozgrywa się właściwa opowieść.

I przedostatnie pytanie: jak wyobrażałeś sobie kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałeś pisać, swoje spotkanie autorskie?

Nie wyobrażałem sobie, tak samo jak nie wyobrażałem sobie, że kiedykolwiek wydam książkę. Życie zaskakuje mnie tak często, że już dawno temu przestałem planować. Robię swoje i przyjmuję wszystko takim, jakie jest. Mam pewne plany i marzenia i staram się naginać rzeczywistość w ich kierunku, ale nie mam absolutnie pojęcia co przyniesie przyszłość, poza tym, że dalej będę pisał. Teraz, po spotkaniu, które odbyło się w Kutnie mogę spokojnie przyznać, że nigdy nie wymarzyłbym sobie takiego przyjęcia. Było świetnie i dziękuję raz jeszcze wszystkim, którzy pomogli spotkanie zorganizować i tym, którzy tak licznie się na nim zjawili.

Piszesz już kolejną powieść? Czy będzie to kontynuacja 2049, czy może zupełnie coś innego?

Mam pomysł na kolejną część, która będzie osadzona w przyszłości, ale nie będzie to kontynuacja. Póki co nie chcę zbyt wiele zdradzać, poza tym, że napisałem już pierwszą stronę. Później planuję odpocząć od futuryzmu i wrócić do Kutna z lat 90-tych. Dzieciaki, osiedle z wielkiej płyty, kasety, oranżada z benzoesanem, piłka, szlugi, moje dzieciństwo.

Komentarze (1)

  1. Interesująca osoba. Nie przepadam za science fiction,a le jesli faktycznie to komercyjne zaszufladkowanie, to kto wie, czy po książkę nie sięgnę.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: