Co czytają Twitterowicze w wakacje?

Co czytają Twitterowicze w wakacje? - ilustracja wpisuTwitter to mój ulubiony kanał w social media – szybki, bezpośredni, tu i teraz. Poznałam dzięki niemu wiele interesujących osób, nawiązałam nowe znajomości. Stąd i pomysł na ten wpis: Co czytają Twitterowicze w wakacje? Zapytałam ciekawych użytkowników tego serwisu o ich wakacyjne lektury. Warto ich obserwować! Zobaczcie zresztą sami co polecili.

Gosia Fraser

@GosiaFraser – Media, prywatność, internet, geopolityka, społeczeństwo, studia nad propagandą i ideologiami. Polska Agencja Prasowa (Tech) | EN: @Apsalaar

Lubię książki o wojnie.

Książki, które zostają w człowieku na długo – wbrew letnim wieczorom, wbrew pozornej w wakacyjne miesiące lekkości życia. „Depesze” to jedna z nich. To książka, która wali obuchem w głowę, odbiera złudzenia – podobnie, jak wcześniej odbierali je Remarque i Grass, Czapski i Böll. Michael Herr napisał doskonały reportaż wojenny. Odarty z dystansu, emocjonalny, brudny. Pokazujący na każdej stronie, czym była wojna w Wietnamie – a była piekłem. Ciągiem złych decyzji i nieustanną groźbą wizerunkowej klęski. Depesze to żywy, płynny strach. To śmierć, szaleństwo, nierzeczywistość, swego rodzaju surrealizm wojny. A wszystko zmieszane i przefiltrowane przez myśli i słowa człowieka, który *potrafił pisać* (Herr był również współautorem scenariusza do słynnego Czasu Apokalipsy, swoją drogą – jednego z moich ulubionych filmów).

To nie jest łatwa książka. Nie ma taka być.

To nie jest też książka, którą czyta się w dwie noce. Depesze przyjmuje się tygodniami, wraz z ich treścią, na którą czasem nie jest się do końca gotowym (a może w ogóle? Kto z nas jest gotów na okrucieństwo przechodzące ludzkie pojmowanie…?). Warto jednak – ta książka to przykład tego, co utraciliśmy wraz z rozproszeniem korespondencji wojennych na inne środki przekazu, niż prasa.


Rafał Górski

@RafałGórski – Społecznik, szef Instytutu Spraw Obywatelskich #INSPRO. Od 1995 prowadzę kampanie obywatelskie. Felietony z frontów w @Tysol @TygodnikWPROST @se_pl @MiastoL

Czytałem „Tyranię złudzeń. Studia z filozofii polityki” Stefana Opary. Autor szuka m.in. odpowiedzi na pytanie: co to jest polityka? Przedstawia liczne przykłady nieczytelnego i nielogicznego definiowania polityki. Jego zdaniem polityka to dążenie do realizacji celów społecznych z wykorzystaniem (lub dążeniem do wykorzystania) instrumentarium i autorytetu państwa. Wprowadza praktyczny podział na trzy typy polityki: politykę realną, politykę potencjalną i politykę wpływu.


Marcin Jakubowski

@jakmarcin – Fizyk w Max-Planck-Institut für Plasmaphysik zajmujący się syntezą termojądrową. Po pracy całą resztą, piszę o nauce, podpatruję świat 

Czytam teraz doskonałą biografię Alexandra von Humboldta pióra Andrei Wulf. To świetna i pasjonująca historia człowieka, który żył dla nauki, ale nauki rozumianej jako odkrywanie świata. Humboldt był podróżnikiem i odkrywcą, to jego odkrycia m.in. pomogły Darwinowi sformułować teorię ewolucji. Świetna lektura także na wakacje.


Grzegorz Jankowicz

@GJankowicz – Polish literary critic and philosopher of literature, programme director of the Conrad Festival

Nie jest mi łatwo odpowiedzieć na Pani pytanie, gdyż czytam cały czas i lista wakacyjnych rekomendacji musiałaby być bardzo długa. Może zatem ograniczę się do kilku książek, które zaanonsowałem na Twitterze. Dopiero co skończyłem „Locus solus” Raymonda Roussela (to była trzecia lektura tej powieści w związku z jej trzecią edycją, jak poprzednie, przygotowaną przez PIW; na uwagę zasługuje nie tylko utwór Roussela – który niewtajemniczonym jawi się po prostu jako fantastyczna historia, w rzeczywistości jednak zawiera w sobie wiele formalnych zagadek – ale także posłowie autorstwa Andrzeja Sosnowskiego, które przybliża literacką metodę francuskiego pisarza oraz podstawowe fakty biograficzne, a jest o tyle ciekawe, o ile w części zostało napisane wierszem). Wcześniej – z racji pracy nad esejem o „Zaginionym (Ameryce)” Kafki – czytałem (również po raz kolejny) „Dziennik” praskiego prozaika, który jest lekturą niewyczerpywalną. Ilekroć po niego sięgam, tylekroć mam pewność, że i tym razem odkryję kilka rzeczy, których wcześniej nie zauważyłem, lub po prostu zrozumiem fragmenty, które jeszcze kilka miesięcy temu jawiły mi się jako całkowicie hermetyczne. Skądinąd nowa edycja „Zaginionego” została w lipcu wydana przez krakowskie wydawnictwo Lokator. Niedawno ukazała się także znakomita powieść szwajcarskiego prozaika, poety i dramaturga Lukasa Bärfussa pt. „Koala”: historia przyrodniego brata autora, który w niewyjaśnionych okolicznościach popełnił samobójstwo. Żeby zrozumieć jego motywacje, narrator analizuje dzieje kolonizatorskiego podboju Australii, której jednym z najbardziej zaskakujących i zarazem przerażających wątków była próba eksterminacji torbaczy. Zwierzęta zostały uznane za zbędne, gdyż nie podejmowały żadnych działań życiowych. Jaki jest związek między samobójstwem brata narratora i zarazem autora powieści a gatunkiem zwierzęcia, które wszystkim nam kojarzy się z maskotką Australii? Warto tę powieść przeczytać, by poznać odpowiedź na to pytanie, zwłaszcza że w pewien sposób kwestia ta dotyczy każdej i każdego z nas. W przypadku tej książki lektura miała miejsce dużo wcześniej, ale tak się składa, że wydawca (Ossolineum) poprosił mnie o napisanie posłowia do powieści, więc tym chętniej polecam ją czytelniczkom i czytelnikom Pani bloga.


Kapibara

@Hydrochoreus – Hydrochoerus hydrochaeris (קפיבארה) przemierzając świat trafił do Polandu. Pierwsza i jedyna kapibara na Twitterze. #kapibarnie 

Większość zapewne wybierze na wakacyjną lekturę jakąś książkę, ja jednak proponuję sięgnąć po rodzimy komiks. Niech w tym roku będzie to „Morze po kolana” Marcina Kołodziejczyka i Marcina Podolca. Kończy się nadmorski sezon turystyczny, kończą radosne barwy wracamy do szarej rzeczywistości. Ponura kreska, szarej i ciemnej rzeczywistości Polski „B”, polski underclass, ludzi bez większych marzeń z przetrąconymi życiorysami spędzający życie na przystanku autobusowym przy piwie i tanim winie. Wiata autobusowa staje się miejscem rozmów i sporów, wspomnień i boleści nad rzeczywistością. „Sprawdzaliśmy rozkład autobusów oraz czy się nie spóźniają. Generalnie się spóźniały.” Jedna osoba wyrwała się na studia wyższe i wróciła, inna usiłowała popełnić samobójstwo, jest nawet biznesmen, człowiek który przyjeżdża tu się upić. Gumowy Szczurek, czy Marian zostaną z nami i po lekturze. „Trzech ich było, trzech z fasonem, dwóch wesołych, jeden smutny, bo miał żonę” Reportaż Kołodziejczyka genialnie oddany przez Podolca, oby więcej dzieł tego typu w rodzimym komiksie.


Magda Ogórek

@ogorekmagda – publicystka, dr nauk humanistycznych, historyk Kościoła

Sprawa Reinefartha - okładkaWłaśnie wypoczywam w Toskanii, do samolotu zabrałam książkę, na którą minionego roku nie miałam czasu: „Sprawa Reinefartha”. Rzecz traktuje o kacie Woli, który nie poniósł żadnej kary za okrutne zbrodnie, dokonane na ludności cywilnej podczas Powstania Warszawskiego. W powojennych Niemczech został burmistrzem kurortu Westerlandu, zatajając prawdę o tym, co robił podczas wojny. Autor, Szwajcar Philipp Marty pokazuje jako kolejny naukowiec, że denazyfikacja była fikcją.


Bartłomiej Przymusiński

@bprzymusinski – sędzia, członek zarządu i rzecznik prasowy @judgesSP Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia

Czytam „Bieg po życie” Lopeza Lomongi. To lektura wstrząsająca, jeśli zdamy sobie sprawę, że piekło na ziemi dla dzieci z Sudanu wciąż trwa. I to między innymi one uciekają do Europy. Jest to też lektura nadziei, że dobro czynione innym zwycięży. Amerykańska rodzina, która zaopiekowała się Lopezem pokazuje, że każdy może coś zrobić, musi tylko zacząć działać.


Stanisław M. Stanuch

@dziennikarz – Dziennikarz, #socialmedia #dataexplorer. Pisze, doradza i bada #Twitter’a i #FB. RT oznacza retweet. Nic więcej.

Nie tylko w wakacje, lubię wracać do książek, które kiedyś przeczytałem. Najczęściej związane jest to ze „wspomnieniem” lektury, przeżywaniem książki, tym wspaniałym uczuciem, kiedy czytanie autentycznie sprawia radość. Tak się składa, że często są to książki napisane nieraz dziesiątki lat temu, które przeczytałem w liceum czy na studiach. Niewątpliwie wpływ na taki dobór ma moja biblioteka, w sporej części odziedziczona po Ojcu, który przez całe swoje życie żył książkami. Często jako młody człowiek przychodziłem do niego z prośbą o pożyczenie „czegoś ciekawego do przeczytania”. Chwilę się zasępiał i sięgał w odpowiednie miejsce w swojej bibliotece i zawsze podawał coś ciekawego.

W taki sposób jako nastolatek przeczytałem zarówno rzeczy dzisiaj mało znane – a niezwykle wartościowe i ciekawe – jak „Deo Gratias” Michela Servina czy prawie wszystko co napisał Tomasz Mann z „Czarodziejską Górą” na czele. Bardzo lubię Manna i od kiedy pamiętam to zastanawiałem się czy Tomasz Mann, John Steinbeck, a może Fiodor Dostojewski, to według mnie najlepsi pisarze ever.

Kiedyś, chyba jeszcze w liceum, poprosiłem Ojca o „coś ciekawego do przeczytania” i dostałem niewielką książeczkę z serii „Nike”. Ojciec wręczając książkę rzadko mówił tytuł i autora. Nie wiem czy robił to specjalnie, ale dla mnie była to  dodatkowa atrakcja, bo otwierając książkę czułem się trochę jak dziecko, które rozbija „jajko niespodziankę”.

Tą niewielką książeczką (dlaczego teraz nie wydaje się książek w tym formacie?!) były „Ostatnie nowele” Tomasza Manna w doskonałym tłumaczeniu Walentyny Kwaśniakowej i Andrzeja Dołęgowskiego, wydane przez Czytelnika w 1958 roku. Trzy nowele na które składa się ta niewielka książeczka, to trzy zupełnie różne historie z trzech różnych regionów świata, poruszające trzy bardzo różne problemy. Pierwsza – „Zamienione głowy” to baśniowa opowieść, której akcja rozgrywa się w Indiach. Jest piękna dziewczyna i dwóch przyjaciół – młodzieńców, w niej się kochających. Jeden bogaty, ale mniej urodziwy, drugi biedniejszy, ale piękny. Jeden poślubią dziewczynę, ale nie, nie ma zazdrości u drugiego. Wręcz przeciwnie, przyjaciel bardzo cieszy się ze szczęścia przyjaciela. Oczywiście „coś się dzieje”, ale nie napiszę co, bo bym zepsuł przyjemność czytania. W każdym razie w efekcie tego „coś” dziewczyna przeżywa straszne rozterki. Piękna opowieść.

Druga z nowel – „Prawo”, dla znających Manna, a szczególnie tych, którzy czytali „Józef i jego bracia”, nie będzie zaskoczeniem. To filozoficzna opowieść na kanwie Starego Testamentu. Nie będę się nad nią dłużej rozwodził, bynajmniej nie dlatego by była gorsza, tylko ponieważ tematyka Starego Testamentu jest ogólnie znana. Jak to u Manna pokazuje ona niezwykłą erudycję tego wielkiego pisarza.

Do „Ostatnich nowel” wróciłem dla trzeciej, zamykającej tomik. „Oszukana” to niezwykła i w gruncie rzeczy smutna historia wdowy Róży von Tümmler  i jej dzieci: córki Anny i syna Edwarda.

Róża prowadzi spokojne życie wdowy po pułkowniku, który lata wcześniej zginął podczas wojny na „polu chwały”, chociaż niektórzy wiedzą, że tak naprawdę nie była to śmierć żołnierza, tylko nieszczęśliwy wypadek samochodowy. Pani von Tümmler zamawia dla syna korepetytora – młodego Anglika o imieniu Ken. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że bohaterka jest  kobietą w „średnim wieku”. W czasach, które opisuje Mann była to raczej osoba starsza, w każdym razie Róża, będąca już po okresie menopauzy, mimo olbrzymiej różnicy wieku, zakochuje się w młodym korepetytorze.

Brzmi trochę banalnie jak z kiepskiego romansidła. Zapewniam Was jednak, że  ta historia nie jest banalna. Powiem tylko tyle, że u zakochanej kobiety wraca okres, co interpretuje ona jako cud wynikający z miłości.

Więcej nie powiem.

Jest w tej noweli wszystko co u Manna wspaniałe. Świetne prowadzenie tematu, pięknie przedstawione, ale bez nachalności, postaci, sporo „rzeczy do przemyślenia”. No i wspaniały język. Gorąco polecam.


Koniecznie napiszcie co Wy czytacie podczas wakacji. A może któryś z Twitterowiczów zainspirował Was i sięgnięcie po którąś z polecanych z książek? Którą?

Fotografia w nagłówku – Adam Pietrusiak. Dziękuję za możliwość wykorzystania we wpisie!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: