36 tydzień

okładka książki "36 tydzień"Gdyby to, co się działo w ostatnich dniach, zdarzyło się w powieści kryminalnej, żadne wydawnictwo by jej nie wydało – działania policji uznano by za nieprofesjonalne. Oj, lubię takie autotematyczne wstawki pojawiające się w kryminałach. Autor/ka puszcza do nas oko i dalej snuje swą opowieść.

36 tydzień bardzo długo czekał na zainteresowanie z mojej strony. Kupiłam ten kryminał dawno temu, ostatnio miałam chęć na historię, której akcja toczyłaby się w Skandynawii i padło na książkę Sofie Sarenbrant.

Ten kryminał nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Ot, dość przeciętnie napisana powieść z ciekawym wątkiem, w którym główną poszkodowaną jest kobieta w ciąży.

Ostatni tydzień wakacji. Urlop w nadmorskim szwedzkim kurorcie spędzają dwie zaprzyjaźnione pary: Tobby i Agnes oraz Johanna i Eryk. Ich ostatni wieczór, który zaczął się niefortunnie, aczkolwiek dość prozaicznie (Tobby i Agnes posprzeczali się o jakąś drobnostkę, potem Tobby upił się w knajpie i podrywał kelnerkę), zakończył się tragicznie. Okazało się, że Agnes, która wcześniej opuściła imprezę, nie wróciła do domu. Dopiero rano wszyscy się zorientowali co się stało.

Do akcji wkracza policja – dość hmm… ślamazarnie (vide: cytat z początku wpisu). Trwają poszukiwania, w międzyczasie zostaje znalezione zmasakrowane ciało ciężarnej kobiety – ale to nie Agnes. Nie będę opisywać całej intrygi, zainteresowanych odsyłam do powieści.

Ja, cóż, książki nie polecam – chyba że naprawdę nie macie co czytać, a pod ręką jest tylko kryminał Sarenbrant. Jej debiut nie zachęcił mnie do sięgnięcia po jej następną książkę. 36 tydzień był chaotyczny, poruszono w nim zbyt wiele wątków, a sama książka była dość schematyczna. Na plus: zakończenie oraz… okładka.

Sofie Sarenbrant, 36 tydzień, przeł. Teresa Jaśkowska, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2012.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: